Specjalne Opowiadanie na 20 rocznicę powstania Ars Cantandi - przeczytaj!

To opowiadanie powstało w 2024 roku na 20. rocznicę powstania chóru, po roku wreszcie jest dostępne dla wszystkich dzięki naszej stronie! Przeczytaj, co działo się w zamkniętej sali chóralnej, gdy chórzyści świętowali na bankiecie! W roli głównej pupil jednej z naszych chórzystek - pluszowa świnka imieniem Facet.

 

Pssst! – okiennica sali chóralnej z sykiem ustąpiła pluszowej sile. Przez szparę wcisnęła się racica, powstrzymując okno przed ponownym zamknięciem.

- DOBRY WIECZÓR WSZYSTKIM!

- No cześć. – gwizdnął wiatr, po czym wrócił do zwyczajowego swobodnego dmuchania.

Facet wetknął ryjek do środka i rozejrzał się.  Wigilia chóralna odbywała się w Mleczarni koło Synagogi pod Białym Bocianem, dlatego w sali 214 w budynku A próżno było szukać chórzystów. Z perspektywy człowieka pomieszczenie było całkowicie opustoszałe. Świnki maskotki dostrzegają jednak więcej.

Byli już wszyscy. Ławki swoim zwyczajem rozsiadły się po podłodze w równych odstępach. Kaloryfery, wyprężone i pełne energii, twardo podpierały ściany. Dwa lśniące ekrany przycupnęły na cokołach w centrum, obok prawego usadowiła się kamera. Rolety, w znacznej mierze skulone, trzymały się nasady okien.

Facet zdążył się już całkowicie wygramolić na parapet okienny. Jego ryjek rozpromienił się, gdy pośrodku sali dostrzegł znajomą postać.

- PIANINO! – zawołał radośnie – Miło cię znowu widzieć na nogach!

Pianino ciężko ucierpiało w wyniku ostatniej inauguracji roku akademickiego, poturbowane po służbie w auli CKU przez nieznanych sprawców. Szczegóły rehabilitacji nie są znane, lecz sytuacja uchodziła za dramatyczną. Przez jakiś czas musiał je w sali zastępować keyboard.

- Dziękuję – odrzekło pianino skromnie. Wróciło już do swoich obowiązków – nawet teraz bez słowa narzekania nosiło na grzbiecie plik papierów Ani. Raciczka Faceta wskazała na nie.

- Coś ciekawego?

- Dowiesz się w swoim czasie. Nie twoją rzeczą jest znać przyszłość, lecz twoją jest ją przeżyć i kształtować. Na biurku dyrygenta może znajdować się plan koncertu, ale to chór go tworzy i nadaje mu treść.

Prosiak przewrócił oczami.

- Podniosły jak zwykle. Jak ty grasz muzykę rozrywkową? – nie czekając na odpowiedź, skierował się ku prawej szafie, przechowującej sukienki chóralne. Uchylił lekko drzwi. – CZY KTOŚ NIE MA CHÓRZYSTKI?!

- JA!!! – odrzekło kilkanaście sukienek, po czym wszyscy zanieśli się śmiechem. Sukienki nadal służyły dziewczętom podczas koncertów z zaangażowaniem i entuzjazmem, mimo że wielu z nich strzykało już w szwach, a niektóre marzyły skrycie o emeryturze. Leżące poniżej czerwone teczki zaklekotały.

- Tak, wyglądacie prześlicznie. – zapewnił je Facet. Podreptał z powrotem na środek sali. – No dobrze, to kiedy zaczynamy?

- Czekamy jeszcze na jedną osobę. – zwrócił się do niego podest, obok którego stanął – Swoją drogą, nie wiedzieliśmy, czy się zjawisz.

- Przyznaję – odrzekł wieprz – że nie lubię wymykać się swojej pani, ale to jest specjalna okazja. Po pierwsze Święta, a po drugie nasz chór ma dwadzieścia lat! Taka rocznica zdarza się tylko raz. Dwadzieścia lat koncertowania – potraficie to sobie w ogóle wyobrazić?

- Wiesz, jest tu parę takich sprzętów, które służą chórowi od początku… - zaczął podest, ale Facet już kręcił ryjkiem.

- Dwadzieścia lat to więcej niż czas. Policzcie wszystkie próby i koncerty na przestrzeni tych dwóch dekad, każda z nich stanowi osobne doświadczenie, a niektóre z nich w kilka, kilkanaście tworzą razem jeszcze kolejne. A to nie koniec. Przemnóżcie teraz te doświadczenia przez liczbę osób, które przewinęły się przez nasz chór! Każda z nich przeżyła w nim swoją własną unikatową historię. To dwadzieścia lat ludzkich opowieści, marzeń i emocji. Jedni chórzyści śpiewali przez dekadę, inni tylko przez kilka miesięcy, ale każde z nich zostawiło tutaj po sobie ślad. Zobaczcie sami!

Magicznym sposobem znanym tylko przytulankom, ławki sali wypełniły się kartkami. Nie wyglądały one na papierowe – tajemniczy materiał, z którego były wykonane, mienił się kolorowym światłem. Gwałtownie ucichły szmery rozmów; całe pomieszczenie z osłupieniem przyglądało się niezwykłemu zjawisku. Facet zatarł raciczki z ekscytacją i ruszył między ławki.

- Na tych karteczkach zapisane są uczucia i wrażenia, które przeżyto na tej sali. Historie setek chórzystów, którzy śpiewali w Ars Cantandi. Posłuchajcie. – zebrawszy obszerny plik, prosiaczek zaczął go przeglądać. – „Świetnie się dziś bawiłam”. „Chętnie wychylę kufla z tymi ziomami”. „Nie sądziłam, że potrafię tak śpiewać”. „Mam po dziurki tej mszy, zaśpiewajmy Can’t Help”… to chyba dość stara kartka. O, ta wam się spodoba: „Jestem wdzięczna temu chórowi, bo zmienił moje podejście do ludzi, dał mi kolegów, na których mogę polegać!” – spojrzał na następną kartkę i urwał. Oczy mu się zaszkliły – Ojejku, jaka piękna. „W tym miejscu odnaleźliśmy się nawzajem, będziemy razem do końca życia. Dziękuję wam wszystkim.” – podniósł wzrok. Lampy na suficie wpatrywały się w niego poruszone, świetlówki lśniły im jak oczy. Sala była jak zamurowana, choć po takich ścianach ciężko to było poznać.

- Dwadzieścia lat pięknych wspomnień. Dwadzieścia lat radości… - Pianino mimowolnie zaczęło grać cichą rzewną melodię.

Facet przełknął wilgoć w swych naszytych ustach.

- Radość, tak… Jest tu dużo radości. Ale są też inne kartki. Inne emocje. – dalej wertował plik. Jego raciczki zaczęły drżeć. – Trochę irytacji. Znudzenie. Zmartwienia dnia codziennego… Zazdrość. Smutek. Wstyd. Zawiedzione nadzieje. Złamane serca… i… och. Lęk. Dużo lęku. Jest wiele rzeczy, których chórzysta może się bać. Trudny koncert. Zawiedzenie zespołu. I… - kartka, którą trzymał, była bladoniebieska, sprawiała wrażenie, jakby miała się zaraz rozpaść. Przeczytał jej treść – „Chyba nie ma dla mnie tutaj miejsca. Oni mnie nie akceptują. Nie umiem się z nimi porozumieć. Boję się.”

Cisza stała się tak gęsta, że woda by na niej osiadła.

- Nie wiedzieliśmy… - zaczął podest, ale Facet przerwał mu gestem.

- Oczywiście, że nie. Nasi chórzyści też nie wiedzą. Niektórych problemów nie widać ani nie słychać, choć nadal tam są. Próbowałem im powiedzieć, ale jestem tylko zabawkowym prosiaczkiem, nie znają mojego języka. A nawet gdyby znali… Te kartki nie mają podpisów. Kogokolwiek dotyczą… nie ma sposobu, by im pomóc.

- O, nie byłobym takie pewne.

Głos dobiegł od strony wejścia do sali. Facet odwrócił się w samą porę, by zobaczyć przenikającą przez drzwi fantasmagorię. Postać była ubrana w błękit – ten sam, co na chóralnych kieckach. Jej szata wydawała się zarówno sukienką, jak i garniturem, w jej klapie wpięty był proporczyk z kluczem wiolinowym. W lewej ręce trzymała wypchaną nutami czerwoną teczkę, a w prawej jajo, którym potrząsała. Twarz nie dawała się opisać inaczej niż jako sympatyczna i serdeczna. Rolety żwawo pomachały przybyszowi końcami ogonów.

- Ach, więc teraz jesteśmy już wszyscy. – podjęło pianino – Dobrze cię widzieć.

Facet zmarszczył poszewkę.

- Widziałem kolegę na kilku koncertach, ale nie miałem dotąd przyjemności poznać. Jak się nazywasz?

- Jestem duchem dobrej zabawy Ars Cantandi. – odparł nowo przybyły – Dowolne zaimki. Nie zostanę długo, bo muszę wracać do Mleczarni, ale na tak wyjątkowym spotkaniu nie mogło mnie zabraknąć. Wy, mali przyjaciele chóru… wasza rola jest niedoceniana. Towarzyszycie chórzystom we wszystkich ich wyzwaniach, to dzięki wam mogą odnosić sukcesy, doskonalić się, występować. To również wasze święto i wasze dwudziestolecie. Chwali wam się, że nawet w ten dzień myślicie o nich, o tym, jak im wesprzeć.

- Dostrzegasz zatem jakiś sposób? – wtrącił podest.

- Oczywiście. Jak myślicie, skąd się wzięłem? Czy tylko z ucztowania na pochórach albo szalonych nocy na wyjazdach? Bynajmniej – mój początek był tu, w tej sali. Zanim powstały więzi i przyjaźnie, chórzystów zebrała tutaj wspólna pasja, coś, w czym wszyscy dostrzegali wartość. Tą pasją była muzyka.

Dwie i pół godziny dwa razy w tygodniu. Dlaczego tak się trudzić, wkładać czas i siły? Czy nie dlatego, że cieszy nas efekt końcowy? Towarzyszę chórowi na każdej próbie i koncercie, ilekroć śpiewają, bo to ten śpiew daje mi życie. Jest nośnikiem radości, która łączy tak różnych od siebie ludzi w jeden zespół; mało tego, pozwala się nią podzielić ze słuchaczami. W Ars Cantandi śpiew i dobra zabawa wiążą się nierozerwalnie; wie to każdy, kto jechał z nimi autokarem, kto bawił się z nimi późną nocą. Czy głośny pub, czy cisza nocna, czy wreszcie scena, ten chór chce śpiewać i będzie śpiewać – taki jest jego duch, czyli ja.

- A jednak są w chórze i negatywne doświadczenia. – zaoponował Facet.

- Nie przeczę. Obok siebie mogą istnieć bardzo różne uczucia. Moje istnienie nie jest podstawą, by je zignorować, przeciwnie. Zastanówcie się – skoro śpiew potrafi wyrażać radość, to czy nie może przekazywać też innych emocji?

Zgodnie z poleceniem, świnka przystąpiła do zastanawiania się, mimowolnie nastawiając przy tym uszy. Duch podchwycił to z miejsca.

- Właśnie tak. Anka powtarzała to do znudzenia - co robi każdy dobry chórzysta? Słucha reszty zespołu. Muzyka to język uniwersalny – pozwala się porozumieć ludziom z różnych światów i kultur, wyrazić idee, emocje. Mimo to, jego pełne zrozumienie wymaga uwagi, często czasu. Jeśli ktoś źle się czuje, odbija się to na jego głosie, ale też na sposobie śpiewania. Jeśli chcesz poznać uczucia innego chórzysty, przyjrzyj się temu, jak śpiewa. Barwa, siła, kontrola głosu mówią bardzo dużo. Ale też kultura śpiewu – czy widzisz, jak twój kolega, koleżanka traktuje śpiew? Czy potrafisz zrozumieć, dlaczego?
Słuchanie muzyki ze zrozumieniem to czynność bardzo wymagająca, rozwija się ją z czasem i trzeba pielęgnować, aby nie zanikła. Ale to podstawowa umiejętność chórzysty. Wszystkie radości zapisane na tych kartkach wzięły się stąd, że we właściwym momencie ktoś słuchał. Tylko słuchając, możemy wpłynąć na treść pozostałych.

Duch rozejrzał się. Całą salę wypełnił podniosły nastrój, nawet gadatliwy zazwyczaj wiatr się zamknął. Facet wpatrywał się w niego rozżarzonymi oczami. Duch nie przywykł do takich klimatów.

- No dobrze… Mam ze sobą to, o co prosiliście. Rozlać?

Facet, niewtajemniczony, przekrzywił głowę z zaciekawieniem. Duch sięgnął do poł swojej szaty i wyciągnął z niej szklaną butelkę. Butelkę wódki.

Wiatr gwizdnął przeciągle.

- To był mój pomysł. – oświadczyło szybko pianino, widząc zmieszane reakcje zebranych – To w końcu chóralna tradycja, a dzisiaj wielkie święto. Nikt nie będzie się upijał – mamy jedną butelkę, każdy dostanie symboliczną ilość, a w szczególności ci, którzy wykonują odpowiedzialną pracę. – spojrzał przy tym z ukosa na szafę z nutami. Jak wiedzą wszystkie instrumenty strunowe, nadmierne rozstrojenie ma przykre konsekwencje. Jeszcze bardziej muszą uważać z alkoholem utwory, bo jak aranż za dużo wypije, to się skrzywi. A krzywe aranże trafiają na biurko Janiny, gdzie się je tnie i kreśli, aż zaczną równo brzmieć. Zapytajcie tylko biedną Historię Del Un Amor.

- A, to niech się kolega nie trudzi! Ja rozleję! – poderwał się Facet z ekscytacją. Wziął od ducha butelkę i po kilku minutach każdy w sali miał już własną lampkę z wódką. Przy tej okazji pragniemy przeprosić uniwersyteckich elektryków, zapewniamy, że po imprezie wszystko wróciło na miejsce.

- Zatem kochani – zaczęło pianino – przez te dwadzieścia lat zjeździliśmy Europę od Grecji do Białorusi, od Hiszpanii do Rumunii. Występowaliśmy przed ambasadorami i profesorami, graliśmy z Preisnerem i Bocellim, zebraliśmy hurtowe ilości złotych dyplomów i wypełniliśmy gablotkę w holu nagrodami. Kolejne pokolenia chórzystów przekazywały sobie pałeczkę, czyniąc nasz chór coraz zdolniejszym i bardziej prestiżowym. Obdarowaliśmy piękną muzyką dziesiątki, a może i setki tysięcy słuchaczy.

- Przede wszystkim jednak – dodał Duch – spędziliśmy te dwadzieścia lat razem, poznając się lepiej, dobrze się bawiąc i robiąc to, co kochamy – śpiewając. Zgodzimy się chyba, że po tym wszystkim można powiedzieć tylko jedno – bardzo dobrze, jeszcze raz! Dlatego życzę nam wszystkim kolejnych takich dwudziestu lat. Życzę, abyśmy śpiewali jeszcze lepiej, ale też słuchali jeszcze uważniej, bo dzięki temu na naszej czterdziestej rocznicy dobrych emocji będzie jeszcze więcej! Wiwat Ania, wiwat wszyscy chórzyści i chórzystki, wiwat wszystkie głosy, wiwat Ars Cantandi!!!

- WIWAT!!! – poniosło się po sali i jak jeden mąż wszyscy wypili swoje toasty. Wśród braw, które następnie się rozległy, pianino usiłowało zaintonować kolędę, jednak wieprzek uprzedził go, wznosząc okrzyk na całe gardło:

- PANI, PANI, PANI MUSI BYĆ!

- Młodzież. – westchnęło pianino i zaakompaniowało.

Impreza rozgorzała na całego. Po kilku minutach, zgodnie z zapowiedzią, Duch wstał, żeby udać się do Mleczarni. Podest to zauważył i pożegnał go, instruując przy tym, żeby przekazał pozdrowienia świętującym chórzystom.

- Albo chociaż spróbuj. Ech, szkoda, że nie mogą nas usłyszeć. Zwłaszcza tego twojego przemówienia.

- Tak. Szkoda. – odbąknął Duch, puszczając ukradkiem oko do Faceta. Ten odpowiedział uśmiechem. Z perspektywy przyboru chóralnego może i nie mogą. Świnki maskotki wiedzą jednak więcej i mają swoje sposoby.

Wszystkiego najlepszego, chórzyści.

 

quick links

 

 

We use cookies on our website. Some of them are essential for the operation of the site, while others help us to improve this site and the user experience (tracking cookies). You can decide for yourself whether you want to allow cookies or not. Please note that if you reject them, you may not be able to use all the functionalities of the site.