Całą opowieść o warsztatach chóralnych we Lwowie mógłbym zacząć od słów – był maj pachniały bzy – mógłbym gdybym chciał się minąć z prawdą. Moim zamiarem nie jest jednak ubarwiać rzeczywistości, lecz opisywać ją w sposób rzetelny i na tyle dokładny, na ile pozwala mi moja pamięć i tak już nadwyrężona w wyniku przestrzegania tamtejszych tradycji.
Nasz wyjazd do Lwowa rozpoczął się od powszechnej mobilizacji kwiatu muzyki uczelnianej 8 lutego na dworcu we Wrocławiu. Już po wstępnej lustracji bagaży okazało się, że wyjazd ten trzeba będzie na wszelki wypadek uwieczniać na fotografiach. Wprawdzie nie oddadzą one nadzwyczajnej specyfiki tego, niegdyś polskiego miasta, lecz pozwolą zebrać to, co dla wielu najcenniejsze - wspomnienia.